Wystawy
Zajęcia taneczne
Zajęcia muzyczne
Zajęcia teatralne i filmowe
Zajęcia fotograficzne
Zajęcia inne
Plan zajęć
Zespoły przy NDK
Klub NDK Moniuszki 5
MKZ Jesenik
Współpracujemy z...
Praca w NDK
Historia Teatru
Twierdza Nysa
Biuletyn Informacji Publicznej
Informacja Turystyczna
QR CODE

2010-04-13 wtorek 18:00 ,   Bastion św. Jadwigi
Wizyt: 1192

Zbrodnie stalinowskie - zakończona


W Dniu Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej - 13 kwietnia 2010 r. - obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej rozpoczęły się złożeniem wiązanek kwiatów przez poczty honorowe pod pomnikiem Patriotom Polskim. Wśród wielu delegacji (Urząd Miasta, kombatanci, uczniowie) znalazła się także delegacja NDK. Następnie przeniesiono się na Bastion św. Jadwigi, gdzie dr Ksawery Jasiak, dr hab. Joanna Wojdon i prof. Krzysztof Kawalec dokonali odczytów nt. zbrodni katyńskiej i otworzyli wystawę upamiętniającą zbrodnie stalinowskiego aparatu terroru, którego szczególnie bestialskim osiągnięciem było wymordowanie 22 tysięcy bezbronnych polskich jeńców, znane jako zbrodnia katyńska.

O godz. 18.00 wyemitowano w NDK film "Katyń" Andrzeja Wajdy, poprzedzony prelekcją dr Ireny Bracichowicz, wprowadzającą w tematykę.

 


Tak mordowano - fragmenty zeznań z pracy zbiorowej "Katyń. Dokumenty zbrodni" wydanej przez Naczelną Dyrekcję Archiwów Państwowych. Opr. Wacław Radziwinowicz


Kat: Owijaliśmy głowy, żeby nie krwawiły


Prokurator siedzi za stołem, obok komendant Kuprij. Pyta: "Nazwisko, imię, rok urodzenia, imię ojca". I mówi do nas: "Możecie iść". Wychodzimy. Tu od razu "bum". I już koniec. Koniec


Mitrofan Syromiatnikow (nie udało nam się zdobyć jego zdjęcia) urodzony w 1908 r. był w 1940 r. strażnikiem specjalnego więzienia NKWD w Charkowie, gdzie wiosną tamtego roku rozstrzelano 3820 polskich jeńców z obozu w Starobielsku. W trakcie dochodzenia katyńskiego przesłuchiwano go kilkakrotnie, składał zeznania m.in. przed zastępcą polskiego prokuratora generalnego Stefanem Śnieżko.

Mniej więcej w maju 1940 r. do więzienia NKWD zaczęły napływać duże grupy polskich wojskowych. Z reguły byli to oficerowie armii polskiej i żandarmi. Jak nam wówczas wyjaśniono, Polacy ci zostali wzięci do niewoli przez Armię Czerwoną podczas wyzwalania przez nią w 1939 r. zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi. Do Charkowa przywożono ich koleją w specjalnych wagonach. Z Zarządu [okręgu] NKWD wyjeżdżały samochody, którymi przywożono Polaków do budynku więzienia. W tym czasie byłem starszym bloku więzienia i zdarzało się, że przyjmowałem Polaków i umieszczałem ich w celach. Z reguły w więzieniu przebywali oni krótko. Dzień-dwa, a czasem kilka godzin, po czym wprowadzano ich do piwnicy NKWD i rozstrzeliwano.

Wielokrotnie zdarzało mi się odprowadzać ich do piwnicy, gdzie widziałem, że wprowadzano ich grupami. W piwnicy znajdował się prokurator, kto, dokładnie nie pamiętam, oraz komendant [szef służby wartowniczej Zarządu NKWD w Charkowie] Timofiej Kuprij i kilka osób z komendantury. Kto personalnie rozstrzeliwał Polaków - o tym mi nie wiadomo.

Nie byłem w stanie patrzeć. Chciało się po prostu uciekać. Przyprowadzają ich strażnicy. Najpierw wiązali im ręce w celach i tak zabierali. Przyprowadzają na korytarz. Tam, przypuśćmy, ja i drugi strażnik stoimy z więźniem. Otwieramy drzwi: "Można?". Stamtąd: "Wejść!". Prokurator siedzi za stołem, obok komendant Kuprij. Pyta: "Nazwisko, imię, rok urodzenia, imię ojca". I mówi do nas: "Możecie iść". Wychodzimy. Tu od razu "bum". I już koniec. Koniec.

I zaraz on tylko krzyknął: "Ało!". Wtedy my we dwóch powinniśmy byli wskoczyć i zabrać ciało do oddzielnej celi. Potem, kiedy Niemcy podchodzili pod Charków, komendant Kuprij wysadził w powietrze tę celę, gdzie rozstrzeliwano.

Jeńcy rozbierali się, gdy wprowadzano ich tam do piwnicy, do prokuratora. Zdejmowali płaszcze, a także bluzy wojskowe lub koszule. Nakrycia głowy też zabierano. Zrobiono też takie zadaszenie, takie dorobione, gdzie wejście do piwnicy i gdzie ich rozstrzeliwano. Od góry zrobiono takie zadaszenie, pod które wjeżdżał samochód. Żeby podczas załadunku nie było widać z okien z góry.

Potem braliśmy płaszcze, czapki. Trzeba było przykrywać ich, owijać im czymś głowy, żeby nie krwawili. Owijaliśmy od razu po rozstrzelaniu. Dwóch brało i kładło na nosze, dwóch stało na samochodzie, a dwóch wynosiło nosze. Braliśmy ich stamtąd i układaliśmy na samochodzie na przemian: jednego głową w jedną stronę, a drugiego w przeciwną. I tak stopniowo do brzegu ładowaliśmy około 25 do 30 osób. Potem tymi płaszczami, co zostawały, przykrywaliśmy ich na tych samochodach z wierzchu.

Rozstrzeliwano z broni radzieckiej - rewolwerów marki Nagan. Podczas doprowadzania do piwnicy widziałem, że jeden z pracowników komendantury przeładowywał broń - obok niego na stoliku leżało około pięciu rewolwerów tej marki, z których wyjmował wystrzelane łuski i które ładował ostrymi nabojami.

Ciała wrzucano na ciężarówki i wywożono do parku leśnego - mniej więcej 200 m od szosy biełgorodzkiej, kilometr czy półtora od osiedla Piatichatki.

Teren był ogrodzony płotem i strzeżony. Zwłoki Polaków układano do dużych dołów, których było dwa lub trzy. Ciała przysypywano proszkiem koloru białego. Do czego potrzebny był proszek, nie wiem, wtedy wśród nas krążyły różne domysły, jakoby proszek ten sprzyjał rozkładaniu zwłok.




BILETY przez INTERNET
Folk Fiesta 2012
NDK internet TV
Remont NDK
NDK w prasie
NDK na Facebook
NDK na You Tube
Podcasty
NDK na MySpace
Współpraca Instytucjonalna
Kultura CZ/PL
Inferia jak informacja
KULTURA przez SMS
Projekty
Imprezy cykliczne
Metalowa Twierdza
Dni Nysy 2011
Festiwalowe Lato w Europradziadzie
Bastion św. Jadwigi + Fort Wodny
Baza lokalowa
Sceny, słupy, zapory, nagłośnienie - ceny
Sponsoring
Galerie