|
2009-08-21 piątek
Wizyt: 2822
Rockmuzyk to romantyczny wariat
Rockmuzyk to wariat Rozmowa z liderem zespołu Wolfshade Sergiejem Stachowskim
- Jak wrażenia po koncercie? - Fajnie było, emocje tylko pozytywne. - Co was skusiło, by przyjeżdżać aż z Białorusi za niewielkie w sumie pieniądze? - Białoruś to kraj niepodobny do żadnego innego. Grając taki gatunek muzyki od razu wiemy, że nie będziemy mieć pieniędzy. Podoba nam się granie razem i to robimy. Fajnie jest robić to, co się podoba. Dlatego mamy inne prace, a granie jest jak hobby. Rockmuzyk na Białorusi to jest jakiś wariat. Z własnego wyboru. Gość, który dobrowolnie sfiksował. - Trzeba być jakimś fanatykiem grania... - ...i takimi jesteśmy. Ktoś pije wódkę, ktoś wędkuje, a ktoś gra. Jeśli nam bóg czy szatan, nie wiem, powiedział, że będziemy komponować jakieś dźwięki i z tego wyjdzie melodia, to dlaczego mamy tego nie robić? - Jak opisałbyś muzykę metalową człowiekowi, który do tej pory słuchał np. popu. Jak go zainteresować waszą muzyką? - W samym metalu jest wiele gatunków muzyki, ale można powiedzieć, że tej muzyce blisko do muzyki klasycznej. Ta sama struktura, ta sama budowa kompozycji – to jest jakaś klasyka. Szopen, Rachmaninow, Bach i Iron Maiden, Judas Priest, to jest spółka. Ale i w muzyce popularnej są zespoły, które brzmią metalowo. - Tak właśnie zrobiliście na koncercie, grając metalowo naszego Seweryna Krajewskiego. Jemu tak blisko do metalu, jak wam do poloneza. - Ha, ha, to było specjalnie. To eksperyment. Pierwszy utwór z naszego nowego programu po rosyjsku. Nikt nie chce wydawać zespołów z Białorusi, dlatego nagrywamy po angielsku, rosyjsku... Szukamy nowych brzmień i inspiracji. - Jak wygląda czas rockowego artysty po koncercie? - Ha, ha! Koncert do koncertu niepodobny. Np. jutro mamy wolne. Możemy napić się wódki, zabawić z dziewczynami. A jeśli jesteśmy w trasie, to bez alkoholu, tylko do łóżka, żeby być gotowym do nowych koncertów. - Jak się żyje na Białorusi? - No wiesz jak – sytuacja nie jest podobna do tej w innych krajach. Nasza muzyka nie jest forowana przez władze, więc częściej gramy w Rosji, Polsce, na Ukrainie... My mamy mały Związek Radziecki. Ta cała propaganda, agresja, zła władza, zamknięcie na nowe idee. - Ale to właśnie muzyka jest młotem rozbijającym mur - skostniałe, chore struktury. U nas tak było. Może mniej metalowa, bardziej rockowa, ale jednak... - No kiedyś rock and roll zwalił ściany. Zrobił to, czego nie zdołała zrobić opera i balet. - Więc może to właśnie wy jesteście taką awangardą, która zburzy tam mur? - Ha, ja nie lubię polityki. Ja nie przyniosłem tej władzy, jej haseł, ale ja nie pójdę na barykadę. U nas jest, powiedziałbym, taka jama z g... I siedzisz w takiej jamie po usta. I po pewnym czasie nawet nie śmierdzi. I wszystko wokół jest takie brązowe jak czekolada. Ale tylko spróbuj wyjechać, to potem nawet nie podejdziesz do tej kadzi. Ja nie chcę do niej wracać. A ktoś siedzi w niej i jest przyzwyczajony. I nie wie, że może być inaczej. Jest oczywiście wielu, którym jest dobrze. Łukaszenka władzy nigdy nie odda. Dlatego jesteśmy najbardziej rozwijającym się krajem... ze wszystkich krajów afrykańskich. I ciężko jest białemu człowiekowi w naszym aktywnie się rozwijającym afrykańskim kraju. Naszą konstytucję za najlepszą uznaliby wszyscy kanibale Afryki. Nie za bardzo można być z tego dumnym. Jestem Białorusinem. Kocham mój kraj. Byliśmy bardzo ciężko doświadczeni. Wszystkie wojny przechodziły przez Białoruś, bo jesteśmy w centrum Europy. Mamy fajnych bohaterów. Mieliśmy fajną historię. Za Związku Radzieckiego to wszystko zostało zniszczone. Metodycznie. Krok za krokiem. Nikt teraz na Białorusi nie rozmawia po białorusku. To nie jest białoruski, to jest coś podobnego. - Pseudobiałoruski? - Pseudo-, pseudo-. Mieszanina. - Jak będzie u was za dziesięć lat, dwadzieścia? W którą stronę idziecie? - Trudno ocenić, ale popatrz na Żydów. Podziwiam Żydów. Nie mieli w ogóle kraju. Przyszli do Arabów i powiedzieli, że tu mieszkali. I mają. A przede wszystkim zachowali swój język. Owszem, są ludzie na Białorusi, którzy marzą o zmianie. Ale dopóki będzie Łukaszenka, nic się nie zmieni. On płodzi bydło. Dziwoląg rodzi tylko dziwoląga. I najgorsze, że to się rozprzestrzenia. Jest takie fajne chemiczne prawo. Jak zmieszasz kilogram jogurtu z kilogramem g..., będziesz miał 2 kilogramy g... Przykro mówić, ale tak jest. - Żeby nie kończyć w minorowym nastroju, powiedz, skąd w was tyle sił, by grać tak energetyczne koncerty? - Takie granie nam się podoba. Kiedyś w klubie zagraliśmy koncert 2 godziny 40 minut. 36 utworów! W pewnym momencie podszedł do nas facet i pyta: „Jakim cudem daliście radę? Przez ostatnią godzinę nie słuchałem waszej muzyki, tylko patrzyłem, kiedy umrzecie”. Dzisiaj przed Metalową Twierdzą zapytałem mojego gitarzystę, ile damy radę zagrać. Odpowiedział: „Więcej niż 35 kawałków – pójdziemy na rekord Guinnessa”. Energia jest. Bo wiesz, oddajesz swoją energię, ale odbierasz energię tłumu. Jesteś jak akumulator. Możesz się naładować. A potem grać i grać. Konrad Szcześniak |





































