60 dzieci w dwóch grupach: młodszej i bardzo młodszej. Żywe srebra, skaczące, tańczące, ścigające się po sali, śpiewające, podrygujące i robiące tysiąc innych rzeczy. I tylko jedna opiekunka - choreograf Jolanta Sajek-Stadnik. Szczupła, zgrabna kobieta, pozbawiona tradycyjnych szkolnych narzędzi perswazji, jak dziennik i stopnie. Ma zapanować nad żywiołem, okiełznać go, poskromić i wyuczyć. To się nie może udać - pomyślałem, wchodząc do sali.
A jednak. Gdy zabrzmiały pierwsze takty muzyki, wesoła czeredka zamilkła i uformowała koło. Potem kwadraty, pary a nawet piramidę. Wpatrzone w swoją panią dzieci wiernie naśladowały jej ruchy. Były tańce szybkie i wolniejsze, ale tych wolnych zdecydowanie mniej.
Małe gwiazdy rozpiera energia, nie jest jej w stanie rozładować żaden taniec. Owszem, były przerwy. Dzieci porywały butelki z napojami i doiły na potęgę. Trzeba pić, bo pani kazała. W końcu następna przerwa dopiero za 15 minut. Ale gdy tylko pojawiło się dno, biegły do kolejnego układu. Fenomen polega na tym, że te fąfle po prostu bardzo chcą tańczyć. Gdy tylko pozwolić im mówić, zaraz spieszą donieść, że taniec to najlepsza zabawa, a ich pani jest najlepsza. Wysłuchałem tego z 25 razy, przy czym zgłaszającym się powtórnie już odmawiałem.
Bycie tancerką to ciężki kawałek chleba. Ćwiczy się w sali prób (nr 8) na Bastionie św. Jadwigi, a występy są na prawdziwej scenie. Takiej wielkiej ze światłami, kurtyną i widownią. I jak tu się nie wystraszyć, gdy nagle pół tysiąca ludzi zaczyna bić brawo, a za kurtyną nie można już się ukryć, bo podniesiona?
- Zdarzało się - mówi pani Jolanta - że dzieci wychodziły i... stawały jak wryte, oczarowane patrząc po lampach. Czasem jakieś w środku występu stawało, nieoczekiwanie podnosiło rączki i zaczynało się kręcić w kółko. Ot taki impuls. Inne podłapywały i wychodziła nowa figura taneczna. Dość często też mają nieodpartą potrzebę, by machać matkom na widowni. No i co takiemu powiedzieć, przecież go uczono, że trzeba się przywitać... Mówię o dzieciach 5 - 8-letnich, a czasem rodzice na próby przyprowadzają mi 3-latków. To już naprawdę ogromne wyzwanie...
Jolanta Sajek-Stadnik jest choreografem, ale i powiernikiem, pocieszycielem, suflerem, szatniarzem i podtrzymywaczem na duszku. Wszystko po to, by przez godziny prób (dokładnie dwa razy po jednej w tygodniu) dokonać metamorfozy z berbecia i maminej przylepki w gwiazdę sceny.
Konrad Szcześniak
***********************************************************************
Mistrzostwo Polski ZNP!
Miło nam poinformować, że 2 stycznia 2010 r. Jolanta Sajek-Stadnik, choreograf zespołu NDK Stokrotki, zdobyła złoty medal i tytuł mistrza Polski w kategorii Open w IV Mistrzostwach Polski Pracowników Oświaty ZNP w Tańcu Towarzyskim. Turniej odbył się w Sosnowcu i połączony był z wielką galą na 750 osób i balem. W konkursie startowały 23 pary. Pani Jolanta wystąpiła w parze z partnerem, z którym tańczy od zaledwie 4 miesięcy. Tym bardziej...
...GRATULUJEMY!