Można się spocić od samego patrzenia. Tancerze to skondensowane kule energii, wirujące po całej scenie. Wystarczy zobaczyć ich w akcji. Wszyscy dają z siebie wszystko. Schodzą ze sceny zipiąc, na ostatnich nogach, ale na twarzach zadowolenie. To taniec nowoczesny z elementami hip-hopu. Luz i swoboda, ale wypracowane godzinami treningów. Dokładnie czterema w tygodniu. Telewizyjne „You can dance” zachęciło do tańca lepiej niż najlepszy trener i obecnie w zespole tańczy 70. Zresztą z każdego, kto ma choćby odrobinę słuchu, można zrobić tancerza.
- Początkowo załamałem się, gdy zobaczyłem kto przyszedł do grupy. To się nie może udać. A potem zostali mistrzami – mówi Ludwik Hreciński – trener i opiekun zespołu. - Najwięcej jest 15-latków, ale nie ma reguły – kto chce, ten tańczy, bez względu na wiek. Może usiąść i patrzeć, a jak poczuje, że go wciąga rytm, stanie i popróbuje powtarzać kroki. Albo od razu na głęboką wodę, ale obowiązkowo najpierw rozgrzewka. Trening izolacyjny wyuczy odpowiednich ruchów ciała, trening koordynacyjny koordynacji, techniczny dzięki elementom zaczerpniętym z tańca jazzowego pomoże wyrobić technikę. Do tego dochodzi choreografia, a na koniec rozciąganie – mówi trener. – Z biegiem czasu przechodzi się do technik trudniejszych, np. bardzo energetycznego krumpingu. Jako substytut walk ulicznych (walka bez kontaktu) jest to taniec dynamiczniejszy nawet niż słynna capoeira.
Wesołe dziewczyny z Flame raz zarażone bakcylem oddają się tańcowi bez reszty. Kroki układają się w sekwencje, sekwencje w układy, układy w programy artystyczne. Rozciągnięte jak gimnastycy robią szpagaty, trzaskają mostki na zawołanie. Co ciekawe, najgorzej początkowo mają ci, którzy do tańca przyszli z... gimnastyki. Posiedli nawyki doskonałej, niezachwianej sztywności, a tu w cenie jest przecież luz (choć doskonale wytrenowany).
Tancerze z Flame tańczą wszerz, wzdłuż, w górę i pewnie jeszcze paru wymiarach. Pożerają całe dostępne im miejsce. Pewnie dlatego nigdy nie zobaczymy ich tańca w dyskotece. Od tego są sceny.