19 lutego w Nyskim Domu Kultury Paranienormalni wystali z programem Szybcy i śmieszni. Przez bite 2 godziny z bisowym okładem kabaret przyprawiał publiczność o spazmatyczne napady śmiechu, a w efekcie niebezpieczne dla zdrowia lub życia zadyszki, paraliże narządów gębowych oraz silne bóle brzucha.
Jeśli wierzyć Paranienormalnym, wystąpili w Nysie właściwie przez przypadek. Ot, tak po prostu, bo przejeżdżając przez miasto zobaczyli plakat z Paranienormalnymi w roli głównej (gwoli wyjaśnień: ten z rozwianym włosem, na motocyklu), więc pomyśleli sobie: czemuż by nie? Nysa ich oczarowała i zadziwiła, zresztą nic w tym dziwnego, bo jak zdradził Robert Makłowicz w skeczu… to jest kolejnym odcinku Podróży kulinarnych, to tutaj od XV do XXI wieku minęło 6 wieków. Co więcej, to właśnie o Nysie cesarz Otto mawiał niewiele lub raczej nic.
Program Szybcy i śmieszni to propozycja dla szczególnie wybrednej publiczności, która nie nawykła nagradzać oklaskami byle skeczu. Dlatego kabaret zaprezentował tylko prawdziwe hity, jak Balcerzak, Samobójca, czy Ojciec ma zawsze rację. Oczywiście nie mogło obyć się bez Mariolki, paranienormalnej klasyki we własnej osobie i w czysto krejzolskiej postaci. Włączając w program piosenkę Skarpety na dotarcie, topowy numer roku 2011, zaserwowali widzom dawkę dobrej, ambitnej muzyki z wątkiem miłosnym w tle.
Paranienormalni podarowali Nysie szczególny upominek: trójwymiarową makietą miasta w miniaturze. Niestety słabo widocznej nawet z pierwszego rzędu, cóż mówić o gołębniku (w terminologii kabaretu: balkon). I tak przed oczyma poruszonych widzów roztoczyła się wizja tyleż kusząca, co nierealna: trawa, całe połacie zieloniutkiej trawy… ku radości młodzieży, na ulicy Zjednoczenia siec ekskluzywnych butików, marmury, dębowa podłoga, płaskorzeźby (czyli dworzec), wreszcie most Bema. Nieistniejący, bo przecież logicznym jest, że wraz ze zlikwidowaniem mostu znikną i korki.
Jak zapewniali wzruszeni, nigdy nie byli tak ciepło przyjęci w Nysie, jak tego wieczoru. I niech nie zwiedzie fakt, że przyjechali tu po raz pierwszy. Na bis byli podobno kompletnie nieprzygotowani, jednak udało im się, zupełnie spontanicznie, rozbawić publiczność skeczem bez agresji pod tytułem Napad Kontrolowany. Pomimo nawet 40 kilogramów (wyimaginowanych na potrzeby kabaretu) cytryn nikt nie wyszedł ze skwaszona miną. Ja pikole, było bez kitu, nie?
Niestety, przystojni kabareciarze trzej nie zdążyli udzielić choć krótkiego wywiadu po występie, ponieważ tego samego wieczoru rozśmieszać mieli jeszcze Brzeg, a w międzyczasie (prawie na żywo) zgadywać, tańczyć, zaskakiwać, śpiewać i rozbawiać w programie Jakato Melodia.
Dlatego rozmowę nagraliśmy na kilkanaście minut przed wyjściem na scenę. Przed Państwem w relacji NDK: Paranienormalni w składzie Igor Kwiatkowski, Robert Motyka i Michał Paszczyk.
Anna Skrzypiec
_____________________
kabaret Paranienormalni w programie "Szybcy i Śmieszni"
bilety do nabycia w kasie NDK, w biurze informacji Bastionu św. Jadwigi i w systemi on-line
* Igor, Robert, Rafał od niedawna Michał - Kabaret Paranienormalni, powstał w 2004 roku w Jeleniej Górze, z woli niebios i determinacji Igora.
* Robert -najlepszy głos w kabarecie, najlepszy kolega w kabarecie, najsilniejszy człowiek w kabarecie ale nie był w wojsku
* Igor -kopalnia pomysłów i emocjonalny ekshibicjonista, wiecznie pobudzony, zwany Panem Mariolka
* Rafał - człowiek zagadka z wykształcenia instruktor teatralny z wyboru leń.
* Michał - aktor, reżyser kina akcji, miłośnik majonezu
* Nie uprawiamy satyry politycznej, natomiast bacznie obserwujemy przyrodę, zjawiska obyczajowe i społeczne, fenomeny popkultury.
* Gramy zarówno w kameralnych warunkach dla małych grup (minimum 4 osoby - przynajmniej o jedną więcej niż na scenie) jak i na dużych imprezach, również plenerowych (maksymalna dopuszczalna liczba widzów 74.000).
* Przeglądy, konkursy, festiwale! Tam jesteśmy królami drugiego miejsca, np.: Paka - Kraków 2005 - II miejsce na WOSzu, Turniej Łgarzy - Bogatynia - II miejsce, Debiut (Polsat) - II miejsce (Igor).
Grand Prix Festiwalu Dobrego Humoru Gdańsk 2005
Tytuł Świra 2007
Skład Kabaretu w nieco rozszerzonej specyfikacji:
Igor
Wygłupiałem się od dziecka. Typ wesołka klasowego, co to w piłkę słaby, ale jak żart zrobi albo nauczyciela sparodiuje, to boki zrywać! Normalnie... GDZIE JA - TAM HECA! Bardzo lubię obserwować ludzi, to znaczy: jak mówią, jak się poruszają, jakie mają charakterystyczne gesty, które są ich wizytówką. Taksówkarz, sklepowa, sąsiad z psem... Każdy może być dla mnie inspiracją. Dlatego bądźcie czujni, bo właśnie mogę was obserwować.
Mógłbym przy okazji napisać o tym, że mam wspaniałą żonę i dwójkę cudownych dzieciaków, ale mam taką zasadę, że nie opowiadam o swoim życiu prywatnym. Uwielbiam brytyjskie poczucie humory, czyli seriale takie jak "Mała Brytania", "Statyści", "Biuro". Bardzo lubię gotować (co czasem widać na mojej twarzy). Wyrabiam "cuda na kiju" z polędwicy wołowej (niestety droga, bo po 70 zł za kilogram!)!
Serdecznie pozdrawiam kierowniczkę działu napoje - alkohole z hipermarketu HYPERNOVA, która powiedziała o mnie: "Ten to się tylko do wygłupów nadaje!". Kiedyś odebrałem to jako obelgę. Teraz wiem, że był to komplement!
Robert
Jestem weterynarzem. Krowy, konie i inne zwierzęta chciałem leczyć, od kiedy obejrzałem serial "Wszystkie stworzenia duże i małe". Przeszło mi po filmie "Więcej czadu" z Christianem Slaterem. Przez kolejnych trzynaście lat byłem didżejem w różnych rozgłośniach w Polsce. Wiecznie niewyspany, bo pracowałem na poranku, trafiłem wreszcie do klubu muzycznego w Jeleniej Górze, gdzie grałem swoje "sety". No i tam właśnie spotkałem Igora.
Wtedy przy barze pojawił się pomysł, żeby robić kabaret. Nie mieliśmy zielonego pojęcia, od czego zacząć i kogo zapytać, ale wiedzieliśmy, że musi się udać, bo przecież jesteśmy fajni. No i się udało!
Tak naprawdę to chyba od zawsze wiedziałem, że będę cośrobił na scenie. Gdy miałem sześć lat, klepałem wierszyki u cioci na imieninach, w podstawówce pojawiły się konkursy recytatorskie, a potem w szkole średniej nieśmiały kabarecik. Potem egzamin do szkoły teatralnej, bo przecież jestem świetny jak Gajos i muszą mnie wziąć. Nie wzięli. Obraziłem się i założyłem kabaret w Sieniawie Żarskiej, mojej ukochanej wsi w Lubuskiem, i znów byłem szczęśliwy. Nie trwało to jednak długo, ścigany przez Wojskową Komendę Uzupełnień emigrowałem do Jeleniej Góry.
Czasem narzekam, że za dużo pracujemy. Ciągle w samochodzie, każdy poranek w innym hotelu, ale kiedy kłaniam się po udanym występie i słyszę brawa, czuję wzruszenie i szczęście. Ogromne szczęście.
Michał
Urodziłem się, wychowałem i kształciłem się we Wrocławiu - mieście, które uwielbiam pasjami. Powołanie do aktorstwa przyszło nieoczekiwanie w drugiej klasie podstawówki kiedy to nie chcąc pisać klasówki z matmy, zainscenizowałem upadek ze schodów i zasymulowałem wstrząs mózgu. W szpitalu lekarze ulegli mojej sugestywnej grze aktorskiej i...postanowili mnie na tydzień u siebie zatrzymać.Potem już było z górki - błaznowałem na lekcjach umilając życie kolegów z klasy inkasując przy okazji pokaźną ilość ocen niedostatecznych. W liceum było kółko teatralne i...oblana matura z polskiego, potem studium pomaturalne(nie pytajcie jak to załatwiłem ;->) , poprawka matury i egzaminy do PWST we Wrocławiu . Tam też na czwartym roku założyłem z kolegami swój pierwszy kabaret „Klimaty”. Po studiach trochę nosiłem halabardy w Teatrze Polskim, trochę didżejowałem w Esce i mocno kabaretowałem. Paranienormalnych poznałem normalnie- na eliminacjach do PAKI i...zakochałem się w nich od pierwszego wejrzenia. Zacząłem więc rozsiewać swoje kabaretowe feromonki co zaowocowało ożenkiem z paranienormalną rodzinką. Nie zdradziłem jednak do końca drugiej miłości mojego życia - majonezu, z którym dość często się spotykam... Co lubię?Wrocław, serial „Przyjaciele”, majonez, koszykówkę, parówki z majonezem i moje osiemnastoletnie BMW. Kocham mojego syna Igora i... Was - naszą publiczność - to właśnie dzięki Wam uwielbiam to co robię, Wasz śmiech i oklaski sprawiają, że mierzący 176 cm wzrostu facet może czuć się znacznie większym. DZIĘKUJĘ !
Rafał
Z wykształcenia jestem instruktorem teatralnym. Lubię muzykę i góry, w których mieszkam. Nie lubię majsterkować, chociaż udało mi się wykonać kilka kabaretowych rekwizytów i naszą zastawkę, a jak robię fikołki pod wodą to mi się do nosa nie nalewa! Igora poznałem, gdy przyszedłem na przesłuchania zespołu w którym grał na perkusji. Do zespołu mnie nie przyjął, zaprosił mnie potem do kabaretu, ale niesmak pozostał... Podobnie jak koledzy nie opowiem o swojej rodzinie, bo moja żona Justyna bardzo by się gniewała... Córki chyba nie, bo są jeszcze za małe (obydwie).
Inni o Rafale Koledzy z kabarety: Rafał to człowiek, który dużo może, ale jeszcze więcej mu się nie chce Ojciec: Gdyby chciał, mógłby góry przenosić. Tylko jaki by się bałagan wtedy zrobił! Mama: Za lekko się ubiera i za mało je! Rafał: Mamooo !! Sąsiad: Nie przepadam za nim i nie mam nic wspólnego z tym, że ma porysowany samochód. Nikt mnie za rękę nie złapał! Media o Rafale: Wczoraj na ulicy Wolności Rafał K. został potrącony przez samochód ciężarowy marki Robur. Kierowcy Robura nic się nie stało. Rafał K. został ukarany mandatem. ("Głos Jeleniej Góry")
* Nie jesteśmy zbyt wylewni(poza sceną) dlatego tyle o nas, ale do zobaczenia gdzieś w Polsce.