Zmarł Czesław Orlop
Wystawy
Zajęcia taneczne
Zajęcia muzyczne
Zajęcia teatralne i filmowe
Zajęcia fotograficzne
Zajęcia inne
Plan zajęć
Zespoły przy NDK
Klub NDK Moniuszki 5
MKZ Jesenik
Współpracujemy z...
Praca w NDK
Historia Teatru
Twierdza Nysa
Biuletyn Informacji Publicznej
Informacja Turystyczna

2012-02-04 sobota 18:00 ,   scena NDK
20 i 15
Wizyt: 567

Być jak diva... Violetta Villas. In memoriam - KONCERT

  

Niech jej magia trwa

Sobotni wieczór w Nyskim Domu Kultury pełen był wspomnień i wzruszeń, a to za sprawą fenomenalnego koncertu Być jak Diva… Violetta Villas. In Memoriam. Najpiękniejsze utwory Primadonny Assoluty wyśpiewała Aleksandra Kamińska. Urzeczona jej głosem publiczność kilkakrotnie domagała się bisu.

 

Projekt Być jak Diva… Violetta Villas. In Memoriam zrealizowało czworo młodych ludzi, poznańska śpiewaczka operowa Aleksandra Kamińska – inicjatorka przedsięwzięcia, skrzypaczka Daria Krzysztoń, pianista Sławomir Menzel i kontrabasista Dawid Krupa. Artyści zaprezentowali zróżnicowany repertuar, piosenki popularne oraz arie: Powrócisz tu, Do ciebie, mamo, Dla ciebie miły, Ja śpiewam piosenki, Melancholie, Pocałunek ognia, Nie ma miłości bez zazdrości, Szczęście oraz Ave Maria. Dźwięki Miłość to hiszpańskie dziecię i Oczy czarnyje wypełniły salę widowiskową aż dwukrotnie, za każdym razem przy gorących oklaskach i okrzykach „bis!”. Tak skonstruowany koncert wywołał falę wzruszeń, ale też uświadomił słuchaczom, jak wszechstronną artystką była Villas i jak wielki głos posiadała.

Całości dopełniła prezentacja multimedialna, na którą złożyły się fotografie, fragmenty artykułów oraz wywiadów z Villas, pochodzące z książki Violetta Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia, autorstwa  Jerzego Danilewicza oraz Izy Michalewicz. Wspomnienia Janusza Ekierta, Bogusława Kaczyńskiego, Waldemara Koconia, Bożeny Poręby odkrywały tajemnice gwiazdy, jej myśli i tęsknoty, wreszcie największe skandale i skandaliki, które przeszły już do legendy. Miłość do Boga, zwierząt, pragnienie matczynej miłości, poczucie wyobcowania, historia luster w teatrze Syrena w Warszawie, festiwal w Łańcucie, który przez Violettę Villas mógł się nie odbyć, to tylko niektóre z opowieści składających się na koncert poświęcony pamięci jedynej Primadonny Assoluty polskiej sceny muzycznej. Samej Violetcie Villas głosu również w tej części użyczyła Aleksandra Kamińska.

Zaproszeni do współpracy przez Kamińską muzycy zdecydowali się na współczesne aranżacje. Śpiewaczka dokonała reinterpretacji utworów, nadając im indywidualny, właściwy sobie charakter. Solistka daleka była od kopiowania stylu gwiazdy, czy to wokalnie, czy wizerunkowo. Nie dążyła do perfekcyjnego naśladownictwa, choć zaśpiewała z wykorzystaniem pełni swoich umiejętności wokalnych. Koncert tworzyła bowiem z pragnieniem złożenia muzycznego hołdu dla jedynej w swoim rodzaju gwiazdy. Tak powstały piosenki nowe, choć nyskiej widowni doskonale znane, jednak na tyle dojrzale wykonane, by przypomnieć Violettę Villas w jej szczytowej formie. 

Anna Skrzypiec    

__________

zapraszamy na niesamowity koncert wypełniony piosenkami niezapomnianej Violetty Villas

bilety do nabycia w kasie NDK, w biurze informacji Bastionu św. Jadwigi i w systemi on-line

 

 

Aleksandra Kamińska – śpiew

Daria Krzysztoń – skrzypce

Sławomir Menzel – fortepian

Dawid Krupa - kontrabas

 

„Był to fenomen i w sensie głosowym, i wizualnym – powie Janusz Ekiert, wówczas dziennikarz muzyczny, a niebawem największa miłość życia Violetty Villas – Głos: cztery oktawy, naturalnie ustawiony, uroda głosu nieprawdopodobna. Coś takiego zdarza się niezwykle rzadko albo wcale.Jej sylwetka, figura... Była ładna, choć miała perkaty nos. Ale ładna to jest za mało powiedziane! Ona była fascynująca! Porażająca! Ekscytująca! To było coś więcej niż uroda. Nie można było popatrzeć na nią a potem spokojnie pójść spać. Tylko musiało się ją rozbierać oczami. Była poprostu zjawiskowa. Biła wszystkie gwiazdy „Playboya” emanującym z niej erotyzmem. Mówiła dość niskim ciepłym głosem, w sposób bardzo naturalny. Violetta to był ktoś jednorazowy i unikatowy. Rzucała się w oczy bardziej niż wszystkie panienki, które wtedy wchodziły na scenę. To budziło zazdrość wielu kobiet. Przy tym była dziecinnie naturalna i wierztła w swój artystyczny fenomen. Uważała, że ci, co ją krytykują, mają jakiś akademicki, konwencjonalny i drobnomieszczański gust i jej nie rozumieją. Miała w tym trochę racji: oni patrzyli z bardzo małej, żabiej, PRL-owskiej perspektywy. A z drugiej strony – ona faktycznie wszystko mocno przerysowywała. Czasami za mocno.”

Często ulegała różnorakim fobiom i lękom, ale te znikały po wejściu na scenę.

„Uciekała w świat piosenek. Stawała się wtedy Carmen, Traviatą, albo dziewczyną tęskniąca do zielonych wzgórz nad Lewinem. Na estradzie była bezpieczna. Tylko ona i publiczność. Może z nią zrobić co zechce.”

 

Powrócisz tu

 

Od najmłodszych lat – jak przystało na diwę – była niepokorna. W momencie, gdy groziło jej wydalenie ze szkoły muzycznej za brak zaliczenia z harmonii, instrumentoznawstwa oraz języka włoskiego napisze list do pani dyrektor szkoły, w którym przyrzeka poprawę. „Nie wyrzucajcie mych myśli, pozwólcie mi się podnieść z błędów, nie wpychajcie mnie w błoto. Ja chcę całym sercem się poprawić. Wyciągam rękę o pomoc do Pani, wzywam i głośno proszę: pozwólcie mi pozostać, pozwólcie mi zwrócić wam zaufanie, pozwólcie mi cieszyć się i dalej kochać szkołę, którą zraniłam. Chcę iść drogą, która wróci mi uśmiech i zadowolenie. W kochanej pani profesor znalazłam człowieka, który była lepszy od matki. To pani Falkowska. Nie odrywajcie mnie od niej.”

List obnaży przy okazji uczucie przywiązania, jakim przyszła gwiazda obdarzyła swoją nauczycielkę, tak różną od jej prostej i niewierzącej w nią matki. Gdzieś w podświadomości Czesia Cieślak będzie nosiła wielki żal, że matka nigdy nie podzieli jej marzeń. Jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzduszających piosenek w karierze artystki – Do ciebie, Mamo – będzie więc właściwie piosenką o jej braku. O tym czego od matki nigdy nie zaznała: akceptacji.”

 

Do ciebie, mamo

 

W roku 1961 kariera Villas nabierze rozpędu. Piosenka Dla ciebie miły wygra plebiscyt czytelników Expresu wieczornego na najlepszy utwór. Dzięki temu Violetta wystąpi na pierwszym Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie.

„Byłam sama i smutna. Nie miałam co na siebie włożyć. I na tej pierwszej gali jak biedna dziewczyna z prowincji, wystąpiłam we własnej, biednej, zielonej sukieneczce, w której chodziłam na co dzień. Zwyciężyłam śpiewając piosenkę Dla ciebie miły. Wtedy przyszła do mnie Irena Dziedzic. - To niemodne mieć tak gęste włosy! Wytniemy je! - powiedziała mi. I wystrzygła mnie jak mniszkę. Wyglądałm okropnie. Beczałm przez to w toalecie i nie chciałam wyjść. Nie mogłam pogodzić się z tym, ze ktoś będzie na nowo kształtował mi gust.”

 

Dla ciebie miły

 

Sfrustrowana brakiem satysfakcjonującego ją sukcesu w kraju wyjeżdża do Las Vegas. Tam nie musi długo czekać na sukces. Publiczność wypełnia po brzegi wszystkie miejsca, w których występuje Violetta.

Piosenkarz Waldemar Kocoń po kilkunastu latach od występów Villas grał w jednym z klubów Las Vegas koncert dla polonii. Był rok 1981:

–                    Po występie zaprosili mnie na lunch do restauracji obok. I kelner mnie pyta po rosyjsku, co ja tu robię. Ja na to, że śpiewam. I dla paddzierżki razgawora pytam: a kto tu u was ostatnio wystepował? Ostatnio to nie wiem – odpowiedział chłopak – ale tu wystepowała taka jedna nasza, co zrobiła światową karierę. Wie pan, Las Vegas u stóp. Rodzice mi opowiadali – ciągnie kelner – miała burzę włosów i niesamowity głos.

–                    Ałła Pugaczowa? - zgadywałem.

–                    Nie!

–                    A może Violetta Villas?

–                    O tak, tak! Pan zobaczy, ja mam z nia nawet zdjęcie!

I pognał, żeby mi pokazać jak Violetta pozuje do aparatu razem z jego rodzicami, trzymającymi go, małego wówczas, na rękach.

–                    Ale to nie wasza, ruska. To nasza! Polska! - tłumaczyłem mu dumny jak paw.

 

 

Ja śpiewam piosenki

 

„Gdy wróciłam do Polski ludzie z branży rozrywkowej udają, że mnie nie widzą (...). Gdyby nie moja wiara w Boga, chyba nie wytrzymałabym tego wszystkiego, co spotkało mnie po powrocie do Polski. Jechałam tu po dwuletniej nieobecności z bagażem kompleksów, z których zdążyłam się wyleczyć na drugiej półkuli, a które znów dały znać o sobie. Na lotnisku nikt na mnie nie czekał. Nie dostałam kwiatów. Polskę powitałam ze łzami w oczach, ale nie były to tulko łzy wzruszenia. Wracając, wierzyłam, że już nigdy nie będę płakała wśród swoich”

„W głębi duszy jednak była chyba zraniona. Tak myślę po latach – powie Bożena Poręba, jedna z osób z jej bliższego otoczenia – Niby na zewnątrz radosna, ale nosiła w sobie jakiś bliżej nieokreślony smutek. Rozmawiała pełna energii i nagle jakoś się zawieszała. Jakby przypomniało jej się coś smutnego.”

 

Melancholie

 

Po powrocie do kraju zaczęła występować w teatrze Syrena w Warszawie.

Któregoś razu z powodu Violetty muzycy zrobili w teatrze strajk. W przedstawieniu, jako Carmen śpiewała „Miłość to hiszpańskie dziecię”, potem szły „Oczy czarnyje”. Pod koniec piosenki, w czerwonej sukni, przebierała nogami i pokazywała swoje wdzięki. Ci muzycy, którzy siedzieli bokiem, mogli zerkać na scenę. Saksofoniści i puzoniści grali siedząc tyłem. Przed kolejnym przedstawieniem do dyrygenta przyszedł inspektor orkiestry:

–                    Nie będziemy grali – oświadczył

–                    Dlaczego? - Kierownik artystyczny wpadł w panikę.

–                    Jeśli w kanale dla orkiestry nie będzie luster abyśmy wszyscy mogli widzieć Violettę, nie wyjdziemy!

I lustra zawisły.

Violetta chciała, żeby publiczność traktowała ją jak gwiazdę. W związku z tym nie było mowy, aby w jakiejkolwiek scenie stała z boku. Musiała stać w środku. W tamtych czasach Violetta Villas była zwierzęciem estradowym. Wiedziała, jak się kreować. Tego nie można się nauczyć. To trzeba mieć w sobie.

 

Miłość to hiszpańskie dziecię

 

Oczy czarnyje

 

Na temat jej urody a wszczególności włosów krążyły legendy.

Włosy miała od dzieciństwa bardzo gęste. Na przestrzeni lat zmieniała ich długość, kolor, uczesanie. W początkach kariery była ciemną blondynką. Później rozjaśnioną. Nosiła treski. Z USA po występach w Las Vegas przywozła piękną perukę z bardzo długich, naturalnych bląd włosów. Pewnie kosztowała majątek. Na co dzień ubierała w nią drewnianą głowę manekina w swojej łazience. Włosy były jednym z elementów wizerunku, który mozolnie budowała przez lata:

„Przeszło trzy godziny zajmuje mi samo suszenie włosów, a przecież muszę je jeszcze nakręcić – opowiadała w wywiadzie dla jednej z gazet – potem ułozyć, natapirować. A proszę sobie wyobrazić, ile się potem męczę, żeby to wszystko rozczesać. Przygotowanie fryzury kosztuje mnie więcej niz śpiew...”

 

Pocałunek ognia

 

Miała maniery diwy.

–                    Zaprosiłem Violettę Villas na festiwal w Łańcucie – opowiada Bogusław Kaczyński

–                    Zapraszałem wielkie gwiazdy: byli Juliette Greco, śpiewaczki: Seta del Grande, Delfina Ambroziak, Katia Ricciarelli. Uważałem, że Violetta Villas absolutnie zasługuje na takie zaproszenie. A ona przysłała mi w przeddzień festiwali telegram: Nie przyjadę ponieważ miałam za mało czasu, żeby przygotować się do arii z Madame Buterfly i płakać w niej prawdziwymi łazami. Byłem tą depeszą zdruzgotany, bo jeszcze nie miałem takiego przypadku podczas festiwalu, żeby artysta nie przyjechał. Natychmiast ratowaliśmy sytuację i wystapił ktoś inny.

 

Nie ma miłości bez zazdrości

 

 

Violetta Villas miała dwóch mężów, ale tak naprawdę jej serce należło do mężczyzny, który nigdy jej mężem nie został. Był to Janusz Ekiert, z którym była w związku nieformalnym przez pewien czas. Rozstali się. Przez to bardzo cierpiała. W jednym z wywiadów powie na temat miłości:

„Miłość jest podstawą wszystkich spraw. Bez miłości upada każda przyjaźń, nawet między narodami. Bez miłości upada małżeństwo. Bez miłości wszystko przestaje żyć, staje się jałowe i zimne. Gaśnie. Ja myślę, że miłośc to jest najpiękniejszy dar jaki otrzymaliśmy tam, z wysoka.

–                    A która miłość jest dla pani najważniejsza? Bo w Pani piosenkach są różne odcienie miłości. Miłość do matki, miłość do ojca...

–                     Miłość do zwierząt, do świata. Moją największą miłością jest Pan Bóg .Tylko On (...). Ale ... nie wiem jak to nazwać, ja się nie wstydzę. Po prostu chcę uchronić się od miłości. Ponieważ miłość jest zawsze znakiem zapytania.

Dlatego będzie kierowała swoje uczucia w stronę mistyki: „Tak długo czekałam na szczęście, na miłość, jedynie Pan Bóg mnie nie zawiódł”.

 

Szczęście

 

„Stara kobieta siedzi w pokoju swojego dzieciństwa.Przez okna widać stary wiadukt, po którym już nie jeżdżą pociągi. Ale kobieta już tego nie dostrzega. Ma bardzo spuchnięte nogi. Wolno pali papierosa.

Mądrość – myśli – polega na tym, by nie tracić bezrozumnie sił na tym targowisku próżności. Nie rozdrabniać swojego talentu. Bywa, że ci wielcy nie przebijają się. Wolą usunąć się w cień.Ale przecież i tak są wygrani.Mają talent. W końcu zwyciężają.”

 

Ave Maria



BILETY przez INTERNET
NDK internet TV
Remont NDK
NDK w prasie
NDK na Facebook
NDK na You Tube
Podcasty
NDK na MySpace
Współpraca Instytucjonalna
Kultura CZ/PL
Inferia jak informacja
KULTURA przez SMS
Projekty
Imprezy cykliczne
Metalowa Twierdza
Dni Nysy 2011
Festiwalowe Lato w Europradziadzie
Bastion św. Jadwigi + Fort Wodny
Baza lokalowa
Sceny, słupy, zapory, nagłośnienie - ceny
Sponsoring
Galerie