|
2011-12-10 sobota 16:00 ,
Bastion św. Jadwigi
Wstep wolny
Wizyt: 242
Wystawa malarstwa Lucilli Kossowskiej
Artwork Lucilli Kossowskiej W sobotę 10 grudnia w Bastionie św. Jadwigi miał miejsce wernisaż Lucilli Kossowskiej artwork. Wystawę zainstalowano w dwóch pomieszczeniach. W pierwszym zaprezentowano obrazy artystki z cyklu Linearne Katharsis oraz Macierzyństwo, a wśród nich znalazło się także oryginalne dzieło Indian z Kolumbii, które z pracami Kossowskiej łączy podobna technika wykonania. W drugiej sali odbyła się projekcja 4 filmów: wyróżniony Nagrodą Prezydenta Miasta Opole Made in China, Ssaki leśne, , Zmieniam więc Zostaję oraz Identidad-Kolumbia.
Kim jest Lucilla Kossowska, dokąd dąży i czego poszukuje? Na te i inne pytania odpowiedziała w rozmowie z Anną Skrzypiec.
Anna Skrzypiec: Byłam Pani bardzo ciekawa, bo odnajdując kolejne aspekty Pani działalności czy to w Internecie, czy też w opowieściach innych ludzi, coraz intensywniej zastanawiałam się kim Pani jest: artystką-malarką, anglistką, filmowcem, a może matką? Lucilla Kossowska: Definiuję swój byt łącząc te wszystkie role. Próbuję siebie definiować poprzez działania artystyczne wciąż na nowo. Moja sztuka odzwierciedla te poszukiwania, gdybym miała określić swoją twórczość jednym słowem, to użyłabym słowa TOŻSAMOŚĆ, a uściślając: POSZUKIWANIE TOŻSAMOŚCI. Odpowiadając konkretnie na Pani pytanie: czuję się matką, artystką, anglistką, żoną, Polką, obywatelką świata, jednak nie filmowcem. Krótkie formy filmowe, które tworzę, wpisują się w działania twórcze w przestrzeni społecznej i przybierają formę interwencji, co miało miejsce w "Ssakach leśnych", czy w "Made in China" lub instalacji jak w przypadku "Identidad-Kolumbia" albo warsztatów, czego przykładem jest "Zmieniam więc Zostaję". A.S.: Która z uprawianych dziedzin jest najbardziej Pani? L. K.: Dostosowuję formę artystycznego wyrazu do potrzeb projektu, nad którym pracuję, pozostaję jednak w obszarze malarstwa, filmu i tzw. działań artystycznych w przestrzeni społecznej, posługując się obrazem i znakiem. A.S.: Uczy Pani angielskiego najmłodsze dzieci, zwyczajowo wykluczane z procesu nauki. A w relacjach z Panią te maluchy „bezboleśnie” chłoną wiedzę. L. K.: Angielski przez Sztukę ™ jest metodą nauki języka angielskiego zintegrowanego ze sztuką dla dzieci już od czwartego roku życia. Zajęcia przybierają formę przedstawień teatralnych, podczas których ćwiczymy komunikację językową. W drugiej części, wciąż po angielsku, dzieci rozwijają wrażliwość plastyczną poprzez wykonywanie dostosowanych do ich możliwości manualnych form malarskich, rzeźbiarskich, rysunkowych, graficznych lub instalacji. Staram się, aby edukacyjne kroki tych najmłodszych przebiegały w przyjaznej i twórczej atmosferze zabawy. A.S.: Skąd ta metoda? L. K.: Sama ją stworzyłam i wypracowałam, stosując już od pięciu lat w pracy z dziećmi w różnym wieku. Pracując jako artystka i anglistka w naturalny sposób dążyłam do zintegrowania tych dwóch dziedzin. Jestem hybrydą anglistki z artystką i artystki z anglistką – to zależy od okoliczności, tego co w danym momencie jest pierwsze. Połączenia tych dwóch aspektów mojej tożsamości zaowocowało tą metodą. Praca twórcza przyspiesza asymilację języka obcego, ponieważ lewa i prawa półkula mózgu pracują naprzemiennie. Dzieci pracujące moją metodą używają języka angielskiego do komunikowania się, czyli głównie rozumienia ze słuchu i porozumiewania się, jednocześnie porządkując materiał, który opanowały w przedszkolach i szkołach. Język angielski stanowi środek do osiągnięcia celu, a jest nim komunikacja i autoekspresja – wewnętrzna, naturalna ekspresja twórcza dzieci. A.S.: Cykl „Macierzyństwo” powstał, kiedy była Pani jeszcze w ciąży? LK: Nie, powstał już po porodzie pierwszego dziecka i jest wyrazem traumatycznych a jednocześnie pięknych chwil i emocji, którym dałam w nim upust. Sztuka jest bardzo wymagająca, okazało się, że kiedy urodzi się dziecko, które jest tak absorbujące, co najmniej jak sztuka, staje się przed wyborem co jest ważniejsze. Nie od początku byłam gotowa, żeby dokonać jedynego słusznego wyboru. Chciałam dalej tak intensywnie malować i być dobrą matką dla dziecka. A.S.: Wtedy nie dało się tego pogodzić? L. K.: Godziłam wszystkie role, ale z czasem, gdy zaczęło brakować sił, musiałam wybrać. A.S.: Jak długo po porodzie powstały te obrazy? L. K.: Szybko. Wtedy jeszcze studiowałam. Ciążę przechodziłam studiując, po porodzie było tak samo. Ściągałam mleko, a potem jechałam na uczelnię. Malowałam jak tylko długo mogłam, zresztą tak zostało, choć potem przerzuciłam się na film. Obraz okazał się za statyczny, tymczasem ja potrzebowałam ruchu. A.S.: Potrzeba ruchu wynikała z doświadczenia macierzyństwa? L. K.: Tak, musiałam wszystko „powiedzieć” szybciej, bo dzieci czekały. Tak myślę, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ale skoro Pani zadała to pytanie… Tak. Macierzyństwo miało na to wpływ. Z czasem okazało się, że mam wątpliwości, na ile jestem wystarczająco dobrą matką dla swoich dzieci, skoro obrazy to też moje dzieci i też wymagają ode mnie, mojego kompletnego zaangażowania, podobnie jak moje żywe dzieci. Jak więc ten czas podzielić? A.S.: Więc co się zmienia w artystce, kiedy zostaje matką? L. K.: Zmienia się paradygmat – z „ja” na „ono”. Jest trudno, naprawdę… Ale myślę, że sztuka wtedy zyskuje, bo zbliża się do ... życia i jest pogodniejsza. A.S.: A zależy Pani na akceptacji odbiorcy? Zastanawiam się, na ile artysta może układać się z publiką i nie stracić – no właśnie – tożsamości. L. K.: Kiedy już coś zrobię, to chcę być doceniona, ale nigdy nie planuję pracy z myślą o tym, co ktoś pomyśli. Zdaję sobie sprawę, że jestem krytyczna, że wiele spraw przeze mnie poruszanych jest trudnych. Ale moim zdaniem taka jest rola sztuki współczesnej – żeby skłaniać ludzi do refleksji nad tym co jest trudne. A.S.: Twierdzi Pani że mówi o rzeczach trudnych, ale nie widać tego w Pani pracach : jasne barwy, nasycone zielenie, ciepła czerwień, słoneczna żółć. Z przyzwyczajenia oczekiwałam ciemnych tonacji, trochę jak w tej anegdocie o muzyku-autorze tekstów, który zdradził, że pisze dobre rzeczy tylko wtedy, gdy jest nieszczęśliwy. Tutaj wszystko kojarzy się z pełnią życia. L. K.: Tworzenie nie jest procesem radosnym, wręcz przeciwnie. Jak mam problem, zaczynam malować. Na szczęście swoim cierpieniem nie obarczam innych. Na początku roku byłam kuratorką wystawy poznańskiego malarza i mojego przyjaciela Tadeusza Wieczorka. Kiedy rozwiesiliśmy obrazy, czułam się jak wśród swoich, ponieważ było tam bardzo dużo dobrej energii. Lubię czuć ciepło bijące od prac, a coraz więcej jest ambiwalencji w sztuce współczesnej, naukowości, pracy formalnej wysyconej z emocji. Moje prace nie są idealne warsztatowo, daleko im do ideału, ale mają pozytywny przekaz emocjonalny. Chcę zostawić odbiorcę z przekonaniem, że pomimo trudności warto się zmagać z życiem. Jest nadzieja i nad ciemnymi aspektami egzystencji możemy zapanować, możemy je przezwyciężyć. A.S.: Chyba jednym z najczęstszych pytań zadawanych artyście jest to dotyczące inspiracji. Co Panią inspiruje? L. K.: Samo życie. Obserwuję co dzieje się wkoło i reaguję jak w przypadku tożsamości Śląska Opolskiego. Pochodzę z miasta i mieszkanie na śląskiej wsi uświadomiło mi istnienie różnic pomiędzy Ślązakami a Polakami, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Różnice te w wyniku działań politycznych, między innymi wprowadzeniu podwójnych nazw geograficznych, skutkują eskalacją napięć. Postanowiłam zrealizować projekt, mający służyć integracji środowiska szczególnie ludzi młodych i tak powstał "Zmieniam więc Zostaję", finansowany ze stypendium MKiDN i wyróżniony przez Narodowe Centrum Kultury ogólnopolską publikacją, mającą ukazać się na dniach. W przypadku interwencji "Ssaki Leśne" zaczęło się od doświadczenia na drodze pomiędzy Strzelcami a Opolem, gdy od nadjeżdżających od strony Maliny kierowców próbowałam dowiedzieć się czy droga jest przejezdna mimo zakazu ruchu, postawionego tam tego dnia. Mężczyzna, który się zatrzymał, choć odpowiedział na moje pytanie, zachowywał się dwuznacznie, jakby na coś czekał. Następny zachowywał się podobnie dziwnie. W końcu dotarło do mnie, że kierowcy nie traktowali mnie jak kobiety zadającej pytanie, ale jak zmotoryzowaną prostytutkę. Chciałam więc zbadać, czy kiedy wyreżyseruję taką sytuację, miejsce zdeterminuje postrzeganie mojej osoby w podobny sposób. A.S.: Co Pani wtedy czuła? L. K.: Czułam się fatalnie. Tam panuje nieprawdopodobne napięcie. Stałyśmy na skraju lasów państwowych tylko godzinę, a zatrzymało się osiem aut, czułyśmy się jak zwierzyna łowna. Biorąca w projekcie udział Grażyna Kopeć, aktorka Teatru Kochanowskiego, zniosła to jeszcze gorzej. W pewnym momencie powiedziała, że musimy kończyć natychmiast, bo nie jest w stanie dłużej tego wytrzymać. A.S.: Co stało dalej z tym doświadczeniem? Projekt zamknięty – co zostało w Pani? LK: Przeświadczenie, że oceniamy drugiego człowieka za szybko i że miejsce w ogromny sposób determinuje postrzeganie osoby, sytuacji. A.S.: Dokąd Pani zmierza jako artystka? L. K.: Mam już świadomość, że tożsamość jest dla mnie ważna i dalej zgłębiam ten temat. Aktualnie pracuję nad tożsamością metafizyczną w formie ikony jako uniwersalnego obrazu matki z dzieckiem. Wracam do malarstwa. A. S.: Artystka, żona, matka, gospodyni domowa. Jak wygląda codzienność wypełniona obowiązkami związanymi z każdą z tych życiowych ról? L. K.: Staram się być jak najwięcej w domu z dziećmi. Okres, kiedy zastanawiałam się, co jest dla mnie najważniejsze minął. Absolutnie, kiedy kobieta decyduje się na macierzyństwo, to ono staje się najważniejszym aspektem tożsamości realizowanym cierpliwie w domowym zaciszu. Zapraszam do zapoznania się z pracą twórczą Luculli Kossowskiej na www.lucillakossowska.art.pl oraz z pracą dydaktyczną na www.ieps.com.pl .
_____________________ Informacja Turystyczna zaprasza do Galerii Wystaw Bastionu św. Jadwigi na otwarcie wystawy Lucilli Kossowkiej w dniu 10 grudnia 2011 roku (sobota) o godzinie 16.00. Wstęp wolny! ![]()
Lucilla Kossowska zajmuje się malarstwem, działaniem artystycznym w przestrzeni publicznej, reżyseruje krótkie formy filmowe, jest pedagogiem. Jest autorką programu: „Angielski przez Sztukę™” oraz założycielką Instytutu Edukacji przez Sztukę. |





































