|
2011-02-01 wtorek ,
Bastion św. Jadwigi
Wizyt: 630
Tajemnice ceramiki
Każdy człowiek ma swoją historię. Tak jak każdy przedmiot, który tworzy Robert. Jego pracownię, suterenę budynku ogniska plastycznego, zamieszkują skrzaty, elfy, głowy, karły... wszystko z gliny. Glina wypalana tak, siak, cienka, gruba, kolorowa, matowiona, szkliwiona. Na ciepłych rurach wylegują się pękate bańki, półki zajmują fikuśne talerze i kosze pełne soczystych jabłek – o dziwo – także z gliny! – W tym świecie rzeczy mają swoją historię – mówi Robert Marciniak. – Każda jest jedyna, niepowtarzalna. Nie podjąłbym się zrobienia np. 2000 jednakowych kubków do herbaty, gdyż praca przestałaby mnie bawić, intrygować. Najbardziej lubię tę odrobinę niepewności i ciekawości, gdy z szarej masy rodzi się w piecu nowy przedmiot, całkiem inny. Gdy ukazuje się nowe piękno (albo skorupa z nieudanego wypału). Lubię wyzwania pozwalające wyzwolić nieskrępowaną inwencję. Dlatego powstała ceramiczna mapa starej Nysy (można ją zobaczyć w Lewiatanie na rynku) oraz basen w stylu arabskim (zdjęcie poniżej).
Tworzenie w glinie to praca ciągła. Gdyby podczas niej przyszli koledzy i wyciągnęli go gdziekolwiek na 4 godziny, wszystko, co zrobił, mógłby wyrzucić. Tu wielką rolę odgrywa czas. Trzeba tego pilnować. Trzeba być i pryskać wodą. Trzeba mieszkać w pracowni.
Jabłka – wszystkie jakby takie same, a jednak nie ma w koszu dwóch identycznych. I wszystkie gliniane. Prawie jak Żydówka z pomarańczami Gierymskiego.
Na Bastionie św. Jadwigi (ul. Piastowska 19) można kupić dzwonki nyskie autorstwa Roberta
Talerz z liścia. – Mógłbym je robić tak, że każdy następny byłby taki sam. Natomiast jest inaczej – ja w ciągu roku jestem w stanie zrobić 4-5 takich liści, ale najpierw muszę je znaleźć w naturze. To jest odciśnięty prawdziwy liść. One wszystkie mają swoją historię. Wiem gdzie, przy jakim transformatorze, w jakich okolicznościach go znalazłem. Który pochodzi z Zieleńca, a który z Kłodzka – mówi Robert Marciniak. Nie robi tego po to, by się utrzymać. Sztukę traktuje jak hobby. Czasem dostaje zamówienie, umawia się na cenę i... nie sprzedaje rzeczy. Przeprasza klienta i mówi, że nie jest zadowolony z efektu, bądź bardzo przywiązał się do tego przedmiotu, bo podczas pracy wydarzyło się tyle niezwykłych zdarzeń. Najbardziej zależy mu na inspiracji. Na robieniu rzeczy, które rozwijają. Np. basen w stylu arabskim. To było niesamowite przeżycie. Musiał poznać inną kulturę, sztukę. Połączyć ceramikę, drewno, szkło... – Nie można się ograniczać z powodów finansowych: "Kończę, bo trzeba oddać", "A dobra, robię to byle jak i wracam do Polski". Praca się przeciąga, ale musi być zrobiona tak, jak sobie wymarzyłem, jak sobie umyśliłem. I nie ma znaczenia, dla kogo robię. Czasem są to bogacze z wielkich miast, a czasem prosty, biedny rolnik z podnyskiej wsi, który zapragnął mieć coś, czego nie ma nikt inny na świecie. Powiedzmy kubek. Robert Marciniak wrócił do Nysy po 16 latach, bo coś tu ciągnęło. Nasze miasto jest wyjątkowe, z wodą, górami, niezwykłym klimatem. A klimat to to, o co najbardziej chodzi w jego pracach. Konrad Szcześniak |








































